top of page

Od południa aż po świt | EtnoKraków/Rozstaje 2026 | 20/21 czerwca

21 cze
5 minut(y) czytania

Różnorodne, także nieortodoksyjne, odczytania afrykańskiej tradycji, bretońska zabawa balfolkowa, a wreszcie Noc Pieśni, zwieńczona wspaniałym wydarzeniem nad Wisłą w noc przesilenia – w sobotę (w dzień i w nocy) działy się na Rozstajach rzeczy niecodzienne!  Festiwalowa sobota zawierała w sobie najbardziej niezwykły, powiedzmy nawet: zdarzający się raz w roku punkt programu. Zanim jednak dotrzemy do tych, jedynych w swym rodzaju, wydarzeń finalizujących ten szczególny ciąg zdarzeń, wróćmy, chronologicznie, do tego, jak ten dzień się zaczął – i jak się toczył.A zaczął się znów – jak to na Rozstajach – od „pracy u podstaw”. Już od wczesnych godzin popołudniowych Łąka na Wesołej tętniła życiem, nie brakowało atrakcji zarówno dla najmłodszych, jak i dla dorosłych. Powróciła, oczywiście, Szkoła żywych tradycji, powróciła instalacja Hafty na drzewach, powróciła Szkoła na Rozstajach, czyi warsztaty pieśni Łemków i Bojków prowadzone przez zespół Łada, czyli Zofię Zaborowską i Kacpra Siejkowskiego. Pod wieczór odbyło się również w klubie Strefa Nowa spotkanie z nimi, jako autorami filmowych prezentacji badań etnomuzykologicznych, pod tytułem Balkan polyphony. Jest to projekt dokumentacyjno-edukacyjny, koncentrujący się na żywej ludowej kulturze muzycznej Bałkanów. Poprzez etnomuzykologiczne badania terenowe autorzy docierali do społeczności ludowych mistrzów śpiewu oraz wiejskich zespołów.

Kolorowa Łąka

Zdecydowanie bardziej żywiołowo i dynamicznie zrobiło się na Łące na Wesołej wieczorową porą, gdy swą działalność rozpoczęła po raz kolejny scena plenerowa. Rzecz zapowiadała się o tyle emocjonująco dla słuchaczy, że istotą tego wieczoru miało być spotkanie z różnymi odczytaniami muzyki afrykańskiej. Z nowoczesnym i zarazem pełnym szacunku widzeniem, interpretowaniem tamtejszych tradycji. Ważnym dopełnieniem miał okazać się spory łyk tradycji bretońskiej. Wszystko to miało być fascynujące – i było. Jeśli ktoś ze słuchaczy liczył na wielkie przeżycia, zapewne się nie zawiódł. Koncerty plenerowe na Łące były, oczywiście, jak co roku, darmowe, zgromadziły więc zarówno wierną festiwalową publiczność, jak i słuchaczy chcących się przekonać na ile atrakcyjna dla nich może być tego typu artystyczna wypowiedź. Sądzę, że niezadowolonych nie było…

Afrobeat po swojemuNajpierw więc na scenie pojawiła się krajowa formacja The Afronauts. Krajowa? – zapytałby nieuprzedzony słuchacz. Tak! To krakowska i międzynarodowa grupa, która brzmi niemalże niczym kultowa nigeryjska orkiestra, na czele której stał legendarny (to znów adekwatne słowo) Fela Anikulapo Kuti. Oczywiście, mamy za sobą pierwszą ćwiartkę XXI wieku, naturalną rzeczą jest więc łączenie stylów i mieszanie gatunków. Dlatego też wątki typowe dla afrobeatu, kojarzonego z dokonaniami wspomnianego nigeryjskiego mistrza, łączą się tu z elementami funku czy muzyki marokańskiej. Są one jednocześnie wyrazem oryginalności pomysłu The Afronauts. Sekstet współtworza muzycy polscy, ale też mieszkający w naszym kraju artyści z Maroka, Stanów Zjednoczonych i RPA. Jest to zatem na wielu poziomach propozycja symboliczna – zwiastująca dialog, otwartość na różne kultury i gotowość do poszukiwania nowych, wspólnych rozwiązań w odwołaniu do dokonań kultowej, a jednak nieoczywistej – dla dzisiejszej sceny muzycznej – postaci. Festiwalowa publiczność doceniła muzyczną ofertę zespołu, która okazała się wyrazista koncepcyjnie, znakomita wykonawczo – i bardzo komunikatywna. Bretońskim szlakiem

Potem zmieniliśmy klimat, zmieniliśmy kontynent oraz rodzaj artystycznej ekspresji. Na scenie pojawiło się znakomite bretońskie Trio Forj. I raptem na festiwalowej estradzie – oraz pod nią – ożyła tradycja balfolkowa: upojnych, tradycyjnych zabaw tanecznych wywodzących się z Francji. Trio wykonuje muzykę taneczną z Górnej Bretanii, czyli wschodniej części regionu, wykonując partie wokalne w języku gallo. Pod sceną zabawa trwała w najlepsze, a lider grupy co kilka chwil usiłował uczyć nowych kroków tanecznych. Wyrafinowane tematy muzyczne dopełniane były poprzez mocno akcentowany rytm – generowany przez instrumentarium elektroniczne. Niekłamana pasja do muzykowania i entuzjazm wykonawców udzielał się słuchaczom. Brzmienie zespołu organizują (poza wspomnianą warstwą elektroniczną): akordeon, bretońskie dudy veuze, flet. Oczywiście, tradycja, do której odwołują się artyści ma w Polsce wielu admiratorów i jest tu świetnie znana. Tym łatwiej zrozumieć owacyjne przyjęcie, jakie zgotowano francuskim artystom. Zwłaszcza, że ekspresyjność ich grania wzmacnia umiejętne balansowanie pomiędzy tradycją wywiedzioną z Bretanii, a innymi formami muzyki tanecznej. Sabar i trans Na koniec tego dnia koncertów plenerowych – i na zamknięcie tegorocznej sceny na Łące – czekała nas wyprawa do serca Afryki i to w rytm skapanych w tradycji nowoczesnych brzmień. Zagrała dla nas senegalska formacja Guiss Guiss Bou Bess. Jej ekstatyczne, transowe brzmienia, wyrażające się w języku dubstepu, trapu, drum & bassu, swe podstawowe inspiracje znajdują w lokalnej tradycji. I tak, nieco wbrew temu nowoczesnemu wizerunkowi, w centrum propozycji zespołu znajduje się brzmienie bębna sabar, na którym artyści oczywiście muzykują. Klasyczne, tradycyjne, rytualne rytmy, grywane od dekad na tym instrumencie, stają się podstawą, są obudowywane brzmieniem elektronicznych instrumentów i nowoczesnych beatów. To nie przypadkowe połączenia, ale bardzo świadoma kreacja, swoista muzyczna alchemia. A że brzmi atrakcyjnie i pociągająco dla współczesnych słuchaczy? To chyba znakomicie. Zwłaszcza, że trio brzmiało naprawdę znakomicie i cała Łąka na kilkadziesiąt minut zafalowała w rytm jego porywających tematów. Słuchacze nie tylko ochoczo tańczyli, ale też włączali się w wokalne dialogi, które proponował im frontmen zespołu Mara Seck. Ten występ był bardzo udanym i godnym zwieńczeniem wydarzeń na scenie plenerowej. Noc Pieśni

Wielkich przeżyć nie zabrakło jednak i po opuszczeniu przez publiczność Łąki na Wesołej. Noc Pieśni rozpoczął Wassim Ibrahim programem Ugarit – pieśni glinianych tablic w klubie Strefa Nowa. Klimat znów zmienił się radykalnie, a koncert artysty pochodzącego z Syrii, choć mieszkającego od lat w Krakowie był dla słuchaczy prawdopodobnie jednym z najbardziej szczególnych przeżyć całego festiwalu.

Ugarit to starożytne miasto-państwo leżące na terenach dzisiejszej Syrii (i antycznego Kanaanu). Przed stu laty w trakcie badań archeologicznych odkryto tam tysiące glinianych tabliczek z tekstami m.in. sumeryjskim, egipskimi, akadyjskimi, ugaryckimi… Do tego niesamowitego wątku, do ugaryckich mitów nawiązuje w swym przejmującym programie Wassim Ibrahim. Jego występ to nie tylko warstwa muzyczna, ale też ważna komentarze wprowadzające w specyfikę kolejnych utworów. Z pewnością nie zawsze były to najłatwiejsze melodie dla współczesnego ucha, ale zgodnie z zapowiedzią była to fascynująca „podróż przez wieki”. Ibrahim śpiewał grał na oudzie, ale też na lutni długoszyjkowej setar i flecie ney.

Potem – będąc swoistym wprowadzeniem do Koncertu o świcie – klubie Strefa Nowa zaprezentowała się warsztatowa grupa Poniedziałkiwokalny zespół, prowadzony przez Joannę Słowińską, który przedstawił pieśni polskie i poleskie, zachęcając wszystkich uczestników do wspólnego śpiewu. Następnie – z podkarpackimi pieśniami łemkowskimi i Bojkowskimi – na scenie pojawił się duet Łada, czyli Zofia Zaborowska i Kacper Siejkowski W piękny i intrygujący sposób splotły się tak różne historie, różne formy muzyczne wywodzące się z odmiennych, pogranicznych kultur.

Na Bulwarze świt

Doskonałym ukoronowaniem wspomnianych sobotnich działań, szczególnie wprowadzającej w klimat nocy pieśni były wydarzenia nad brzegiem Wisły, czyli jedyny w swoim rodzaju rokroczny Koncert o świcie, odbywający się w noc letniego przesilenia. W noc? Dokładnie w czasie, gdy budzi się dzień, wstaje świt, rozpoczyna lato. Na Bulwarze Poleskim zgromadził się ogromny tłum słuchaczy – uczestników tego niecodziennego rytuału.

Jego muzycznymi bohaterami byli: Brygida Sordyl & Poliana, zespół Łada z grupą warsztatową oraz Krzysztof Trebunia-Tutka. Wszyscy oni pojawili się nad rzeką o godz. 3.30, by wziąć udział w wydarzeniu, które było jednocześnie zwieńczeniem krakowskich Wianków – i Nocy Pieśni 28. festiwalu EtnoKraków/Rozstaje. Zabrzmiały pieśni kupalne wyrastające z tradycji bojkowskich i łemkowskich, żywieckich i śląskich.

Całość rozpoczęły dwa pochody zmierzających ku sobie naprzeciw, z dwóch stron śpiewających grup z pochodniami w dłoniach. Spotkały się przy rozpalonym ognisku. Krzysztof Trebunia-Tutka (od dekad niezawodny konferansjer festiwalu) zagrał na podhalańskiej trombicie hejnał, dając niejako znak rozpoczęcia tego swoistego rytuału. Przez blisko godzinę obie formacje na zmianę śpiewały świętojańskie kupalne pieśni, każdorazowo gorąco oklaskiwane przez zebraną publiczność. Może te oklaski odbierały nieco spójności owego rytuału, ale też były dowodami spontanicznego zachwytu. Na koniec, gdy nad miastem zaczęło robić się naprawdę jasno Krzysztof Trebunia raz jeszcze zadął w trombitę ogłaszając nadejście lata. Piękne to było przeżycie dla wszystkich uczestników. 

[ Tomasz Janas ]

 
 
 

Komentarze


stowarzyszenie_rozstaje_logo-biale_na_przezr.png

© Rozstaje: u Zbiegu Kultur i Tradycji. Stowarzyszenie

bottom of page