Słowińska-Aukso-Konieczny

live @NOSPR / teksty utworów

A sen to miałam 

sł. Stanisław Wyspiański / muz. Zygmunt Konieczny 

 

PANNA MŁODA

A sen to miałam, 

choć nie spałam, 

ino w taki ległam niemocy...

(...) 

We złotej ogromnej karocy 

napotkałam na śnie diabła; 

takie mi się głupstwo śniło, 

tak sie ta pletło, baiło. 

 

(...) 

Śniło mi się, że siadam do karety, 

a oczy mi się kleją – o rety. –  

Śniło mi sie, że siedze w karecie 

i pytam sie, bo mnie wiezą przez lasy, 

przez jakiesi murowane miasta – –  

„a gdziez mnie, biesy, wieziecie?” 

a oni mówią: „do Polski” –  

A kaz tyz ta Polska, a kaz ta? 

Pon wiedzą? 

 

POETA

Po całym świecie  

możesz szukać Polski, panno młoda, 

i nigdzie jej nie najdziecie. 

 

PANNA MŁODA 

To może i szukać szkoda. 

 

POETA 

A jest jedna mała klatka –  

o, niech tak Jagusia przymknie 

rękę pod pierś. 

PANNA MŁODA 

To zakładka 

gorseta, zeszyta troche przyciaśnie. 

 

POETA 

–  –  – A tam puka? 

PANNA MŁODA 

I cóz za tako nauka? 

Serce – ! – ? 

 

POETA 

A to Polska właśnie. 
 

[Wesele, 1901; Akt III, Scena 16, 537-577]
 

HARFIARKA 

Na tych strunach nanizanych 

serce moje gram; 

śmiej się do mych lic rumianych, 

duszę twoją znam. 

[Wyzwolenie, 1903; Akt I, 719-722] 

 

 


Taki pejzaż 

sł. Andrzej Szmidt / muz. Zygmunt Konieczny 

 

psy kulawe stroją drogi 
diabeł dziewkom plącze nogi 
ptaki drzewom, kwiaty cierniom 
po marzeniach trupy biegną 
 
taki pejzaż 
 
nieraz zbrodniarz łzą zapłacze 
ślepy żebrak znajdzie pracę 
błędny ognik, ciemny parów 

bosy rycerz, złoty laur  
 
taki pejzaż 
 
wiatry wieją sosny krzywe 
nieprzydatne lecz prawdziwe 
głupek piosnkę z nich wyładzi 
snem napoi, gwiazdkę zdradzi 

 

będzie pejzaż śpiewny, rzewny 
 
taki pejzaż 

 

[1966] 

Grande Valse Brillante 

muz. Zygmunt Konieczny / sł. Julian Tuwim

Ty – wódkę za wódką w bufecie... 

Oczami po sali drewnianej –

I serce ci wali. 

(Czy pamiętasz?) 

orkiestra 

powoli 

opada 

przycicha 

powiada, 

że zaraz 

(Czy pamiętasz, jak ze mną...?) 

już znalazł 

twój wzrok moje oczy, 

już idziesz - 

po drodze 

zamroczy - 

już zaraz 

za chwilę... 

(Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś?...) 

podchodzisz 

na palcach 

i zaraz 

nad głową 

grzmotnęło do walca 

porywa – na życie, na śmierć – do tańca 

  

Grande Valse Brillante 

  

Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś walca, 

Z Panną, madonną, legendą tych lat? 

Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca, 

Świat, co w ramiona ci wpadł? 

Wylękniony bluźnierca, 

Dotulałeś do serca 

W utajeniu kwitnące te dwie, 

Unoszone gorąco, 

Unisono dyszące, 

Jak ja cała, w domysłach i mgle... 

I tych dwoje nad dwiema, 

Co też są, lecz ich nie ma, 

Bo rzęsami zakryte 

Wnet zakryte, i w dół, 

Jakby tam właśnie były 

I błękitem pieściły, 

Jedno tę, drugie tę, pół na pół. 

  

Gdy przez sufit przetaczasz – 

Nosem gwiazdy zahaczasz, 

Gdy po ziemi młynkujesz, 

To udajesz siłacza. 

Wątłe mięśnie naprężasz, 

Pierś cherlawą wytężasz, 

Będę miała atletę 

I huzara za męża. 

  

Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś walca, 

Z Panną, madonną, legendą tych lat? 

Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca, 

Świat, co w ramiona ci wpadł? 

Wylękniony bluźnierca, 

Dotulałeś do serca 

W utajeniu kwitnące te dwie, 

Unoszone gorąco, 

Unisono dyszące, 

Jak ja cała, w domysłach i mgle... 

I tych dwoje nad dwiema, 

Co też są, lecz ich nie ma, 

Bo rzęsami zakryte 

Wnet zakryte, i w dół, 

Jakby tam właśnie były 

I błękitem pieściły, 

Jedno tę, drugie tę, pół na pół. 

  

A tu noga ugrzęzła, 

Drzazga w bucie uwięzła, 

Bo ma dziurę w podeszwie 

Mój pretendent na męża. 

Ale szarpnie się wyrwie - 

I już wolny, odeszło, 

I walcuje, szurając 

Odwiniętą podeszwą. 

  

Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś walca, 

Z Panną, madonną, legendą tych lat? 

Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca, 

Świat, co w ramiona ci wpadł? 

Wylękniony bluźnierca, 

Dotulałeś do serca 

W utajeniu kwitnące te dwie, 

Unoszone gorąco, 

Unisono dyszące, 

Jak ja cała, w domysłach i mgle... 

I tych dwoje nad dwiema, 

Co też są, lecz ich nie ma, 

Bo rzęsami zakryte 

Wnet zakryte, i w dół, 

Jakby tam właśnie były 

I błękitem pieściły, 

Jedno tę, drugie tę, pół na pół. 
 

 


Piosenka Weroniki

muz. Zygmunt Konieczny / sł. Jan Jakub Kolski

Siwa głowa, kark zmęczony, 

Poszedł Jańcio sobie
Poszedł Jańcio w obce strony
Co ja biedna zrobię


Pójdę w pole żal wypłaczę
Z losem się pogodzę
Taka mała, nic nie znaczę
Jak kamień na drodze 


A wieczorem z łez ustroję
Sznur korali białych  
Co jest z żalu to jest moje 
Taki los mój cały 

Siwa głowa, kark zmęczony, 

Poszedł Jańcio sobie

 

 

Jaki śmieszny 
muz. Zygmunt Konieczny / sł. Wincenty Faber


Jaki śmieszny jesteś pod oknem,

gdy zapada chłodny zmierzch,  

a nad miastem chmury ogromne,

i za chwilę pewnie będzie padał deszcz... 

Lepiej skryj się, daj i mnie zasnąć,

po co masz na deszczu stać?  

Przynieś sobie z domu parasol,

Przynieś sobie z domu płaszcz. 

Na kwadrans przed dziewiątą

podchodzi zmierzch pod okno,  

ze zmierzchem ty przychodzisz też, 

 i widzę cię co chwilę

pożytku z ciebie tyle,

że mnie przeraża byle deszcz.  

Kiedy czasem drogę twą przetnę,

w inną stronę zwracasz twarz  

lub kupujesz w kiosku gazetę,

choć w kieszeni drugą taką samą masz. 

Nieraz chciałam wcześniej odpocząć,

przemęczona trudnym dniem,  

lecz za oknem ciągle był nocą

twój zabawny, długi cień.  

Więc dróg poznaj sto,

aby dojść do mych ust,  

bo świat, cały świat

chcę ci zamknąć na klucz. 

Już idź, uśmiech swój

zostaw u mnie jak ślad.  

Jest noc, mijasz noc

lekkomyślny jak wiatr. 

Na kwadrans przed dziewiątą

podchodzi zmierzch pod okno,

ze zmierzchem ty przychodzisz też, 

i widzę cię co chwilę

pożytku z ciebie tyle,

że mnie przeraża byle deszcz.  

Jaki śmieszny jesteś pod oknem,

gdy zapada chłodny zmierzch, 

a nad miastem chmury ogromne,

i za chwilę pewnie będzie padał deszcz...  

Po co włóczysz się tu jak widmo?

Tyś z księżyca chyba spadł!  

Ale wiem, na polu jest zimno,

a ty masz we włosach wiatr.  

Więc dróg poznaj sto,

aby dojść do mych ust, 

bo świat, cały świat

chcę ci zamknąć na klucz.  

Już idź, uśmiech swój

zostaw u mnie jak ślad. 

Jest noc, mijasz noc

lekkomyślny jak wiatr.  
Jest noc, mijasz noc

lekkomyślny jak wiatr. 
 

 


Już ja z tobą nie zostanę

muz. Zygmunt Konieczny / sł. Wojciech Młynarski


Już ja z tobą nie zostanę, 
gdy nazwiemy nienazwane,
kiedy miłość jak szalona 
nagle wpadnie nam w ramiona, 


kiedy to, co w nas się czai, 
słowa liściem się umai, 
kiedy świerszcze zmilkną ranem,  
już ja z tobą nie zostanę... 


Już ja z tobą nie zostanę, 
gdy wyznamy niewyznane, 
kiedy nagle poczujemy, 
żeśmy się pozbyli tremy 


myśl przed słowem się ukorzy, 
myśl o słowo się zuboży, 
i nim słońce wzejdzie ranem, 
już ja z tobą nie zostanę... 


Teraz póki wciąż milczymy, 
póki mówić się boimy, 
w strachu jak w orzechu mądrym 
spokój mieszka złotym jądrem, 


lecz gdy myśl się w słowo wprzędzie, 
gdy poranne wstaną zorze
tak nam dobrze razem będzie, 
że już gorzej być nie może. 


Choć swój śmiech będziemy słyszeć 
śmiech ten nic już nie wypowie, 
a najmniejsza chwila ciszy 
będzie ciążyć nam ołowiem 


i tak wypełnieni po brzeg, 
zakochani świątek, piątek, 
trwać będziemy, wiedząc dobrze, 
że to końca jest początek. 


Chyba że, gdy się zbudzimy, 
myśli słowom powierzymy, 
odnajdziemy coś tam jeszcze 
obok słów - bezradnych streszczeń 


Myśli, sprzęty wypięknieją
Z nową złączą się nadzieją
wróci to, co niewyznane 
– wtedy z tobą pozostanę... 

 


 
Pocałunki
muz. Zygmunt Konieczny /  sł. Maria Jasnorzewska-Pawlikowska


Wciąż powtarzasz. Uparcie i skrycie,  
Patrzysz w okno i smutek masz w oku... 
Przecież mnie kochasz nad życie? 
Sam mi mówiłeś przeszłego roku... 
 
Nie widziałam cię już od miesiąca 
I nic. Jestem może bledsza, 
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca, 
Lecz widać można żyć bez powietrza! 
 
Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
Czyjeś ciało i ziemię całą – 
A zostanie tylko, tylko fotografia, 
To jest – to jest bardzo mało... 
 
Powiedziałeś mi: Kiedy do mnie piszesz, 
Nie wystukuj wszystkiego na maszynie, 
Dopisz jedną linię własną ręką, 
Kilka słów, doprawdy nic wielkiego –
Tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak... 
 
Wciąż się śmiejesz, lecz coś tkwi poza tym,
Patrzysz w niebo, na rzeźby obłoków... 
Przecież ja jestem i niebem, i światem? 
Sam mi mówiłeś przeszłego roku... 
 
Nie widziałam cię już od miesiąca. 
I nic. Jestem może bledsza, 
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca, 
Lecz widać można żyć bez powietrza... 

 

 

Diabły

muz. Zygmunt Konieczny oraz ludowa / sł. Zbigniew Książek oraz ludowe 

 

Oto oni, oto diabły, 

Oto diabły z wierzb i młynów. 

Jak nie płakać, jak nie płakać 

Nad ich opłakanym losem? 

 

Od araku twarze płoną im, 

Twarze płoną im karminem, 

A od śliwowicy fioletowe nosy. 

Jakie buźki, jakie rogi... 

Gdybym młodsza nieco była, 

To do krwi bym zdarła nogi, 

Ale z każdym zatańczyła. 

 

Tam na górze ogień gore – 

Nocel mała, kopiel moja... 

Na tej górze dwoje drzewa – 

Nocel mała, kopiel moja... 

 

Jedno drzewo - boże drzewo; 

Nocel mała, kopiel moja... 

Drugie drzewo - czarcie drzewo; 

Nocel mała, kopiel moja... 
 

Dziarsko kroczy delegacja płanetników; 

W Tatrach gorsi jeno od nich są miastowi. 

Kilku z nich najęło się na przewodników, 

By, o hańbo, parę groszy móc zarobić. 

To mi chłopy!...

 

Aż mnie chętka jakaś bierze, 

Żeby zaraz tu co z gładszym 

W tańcu się czartowskim zmierzyć.
[Najęli się na przewodników by, o hańbo,

parę groszy móc zarobić ]

 

Z Łysej Góry jędzowate czarownice, 

Strzygi z Mazur, topielice z rzek krakowskich, 

Upiór z Gniezna z wstrząsająco bladym licem 

I pod pachę z Bazyliszkiem pan Twardowski. 

 

Serce rośnie, gdy się widzi 

W jednym miejscu tylu chłopów. 

Gdyby lat się swych nie wstydzić 

Wzięłabym ich do galopu. 

 

 
 
Karuzela z madonnami

muz. Zygmunt Konieczny / sł. Miron Białoszewski


Siadajcie madonny, madonny 
Do bryk sześciokonnych, ściokonnych 
Konie wiszą kopytami nad ziemią 
One w brykach na postoju już drzemią 

Każda bryka malowana w trzy ogniste farbki 
I trzy końskie maści, i trzy końskie maści 
Od sufitu 
Od dębu 
Od marchwi 

Drgnęły madonny i orszak stukonny 
Ruszył z kopyta 
Migają w krąg anglezy siwych grzyw

i lambrekiny siodeł 
I gorejące wzory bryk kwiecisto-laurkowe 
A w każdej bryce vis-á-vis 
Madonna i madonna 
I w nieodmiennej pozie tkwi 
Od dziecka odchylona 

Białe konie – bryka 
Czarne konie – bryka 
Rude konie – bryka 
Magnifikat 

A one w Leonardach smutnych min 
W obrotach Rafaela 
W okrągłych ogniach, w klatkach z lin 
W przedmieściach i niedzielach 
A w każdej bryce vis á vis 
Madonna i madonna 
I nie wiadomo, która śpi
A która jest natchniona
 
Szóstka koni – one 
Szóstka koni – one  
Zakręcone! 
 
Siadajcie madonny, madonny 
Do bryk sześciokonnych, ściokonnych 
Konie wiszą kopytami nad ziemią 
One w brykach na postoju już drzemią 

Każda bryka malowana w trzy ogniste farbki 
I trzy końskie maści, i trzy końskie maści 
Od sufitu 
Od dębu 
Od marchwi 
Drgnęły madonny i orszak stukonny 
Ruszył z kopyta 

 

 

Wiersze wojenne
muz. Zygmunt Konieczny / sł. Krzysztof Kamil Baczyński


Niebo złote ci otworzę, 

w którym ciszy biała nić 

jak ogromny dźwięków orzech,  

który pęknie, aby żyć  

zielonymi listeczkami,  

śpiewem jezior,  

zmierzchu graniem,  

aż ukaże jądro mleczne ptasi świt.  

 

Jeno wyjmij mi z tych oczu  

szkło bolesne – obraz dni,  

które czaszki białe toczy  

przez płonące łąki krwi.  

Jeno odmień czas kaleki,  

zakryj groby płaszczem rzeki,  

zetrzyj z włosów pył bitewny,  

tych lat gniewnych  

czarny pył. 

 

Kto mi odda moje zapatrzenie 

i mój cień, co za tobą odszedł? 

Ach, te dni jak zwierzęta mrucząc, 

jak rośliny są – coraz młodsze. 

 

I niedługo już – tacy maleńcy, 

na łupinie z orzecha stojąc, 

popłyniemy porom na opak 

jak na przekór wodnym słojom. 

 

i tak w wodę się chyląc na przemian 

popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie, 

tylko płakać będą na ziemi 

zostawione przez nas nasze cienie 

 

Ziemię twardą ci przemienię  

w mleczów miękkich płynny lot,  

Wyprowadzę z rzeczy cienie,  

które prężą się jak kot,  

Futrem iskrząc zwiną wszystko  

W barwy burz, w serduszka listków,  

w deszczu siwy splot.  

 

Jeno wyjmij mi z tych oczu  

szkło bolesne – obraz dni,  

które czaszki białe toczy  

przez płonące łąki krwi.  

Jeno odmień czas kaleki,  

zakryj groby płaszczem rzeki,  

zetrzyj z włosów pył bitewny,  

tych lat gniewnych  

czarny pył. 

Długa wijącą się wstęgą  

głos ciepły w powietrzu stygnie, 

aż jego dosięgnie w zmroku  

i szept przy ustach usłyszy. 

"Kochany" – szumi piosenka  

i głowę owija mu, dzwoni 

jak włosów miękkich smugą,  

lilie z niej pachną tak mocno, 

że on, pochylony nad śmiercią,  

zaciska palce na broni, 

i wstaje i jeszcze czarny od pyłu bitwy – czuje, 

że skrzypce grają w nim cicho,  

więc idzie ostrożnie powoli, 

jakby po nici światła,  

przez morze szumiące zmroku 

i coraz bliższa jest miękkość podobna  

do białych obłoków, 

 

aż się dopełnia przestrzeń i czuje jej głos miękki

stojący w ciszy olbrzymiej na wyciągniecie ręki. 

"Kochany"  – szumi piosenka,  

więc kiedy obejmą ramiona 

 

Las nocą rośnie. Otchłań otwiera  

usta ogromne, chłonie i ssie.  

Przeszli, przepadli; dym tylko dusi  

i krzyk wysoki we mgle, we mgle.  

 

Jeno wyjmij mi z tych oczu... 

 
 

Nie ma w świecie prawdy

sł. ludowe - ukraińska pieśń lirnicza / przekł. Włodzimierz Nakoneczny 

muz. Zygmunt Konieczny 

Nie ma w świecie prawdy. 

Prawdy – nie uświadczysz. 

Cała prawda świata 

To ojciec i matka. 

 

Tę świętą prawdę 

Pod nogi biorą; 

A złą nieprawdę – 

Miodami poją. 

 

Ta święta prawda 

Stoi pode drzwiami; 

A zła nieprawda –

Siada za stołami. 

 

Ta święta prawda 

Pod kluczem w piwnicy; 

A zła nieprawda –

Z panami w świetlicy. 

 

Gdzie ta święta prawda? 

Prawda już przepadła; 

A zła nieprawda – 

Cały świat posiadła. 

 

Nie ma w świecie prawdy. 

Prawdy – nie uświadczysz: 

Dopóki nieprawda 

Będzie jako prawda. 


Pallas i Nike
muz. Zygmunt Konieczny / sł. Stanisław Wyspiański

 

PALLAS

Do mnie! Do mnie! Do mnie!

Zwycięskie duchy w orli lot

powietrznym szlakiem

biegajcie we wichrowym szumie;

potrząsam władnym znakiem!

Wy wszystkie razem,

mężobójczym sprzysięgłe żelazem,

co byt poświęcacie dumnie;

na szczytach Hymetu, Ossy

Słońcu ślubujcie niezłomnie!

Ze szczytów Pelijonu

biegajcie, biegajcie tłumnie,

śmiertelnych żądne zgonu.

oto stawiłam grot!

Hej, ku mnie, ku mnie, ku mnie!!

(...)

I otóż lecą ku niej, lecą

zwycięstwa dziwne Panie:

skrzydlate wielkim skrzydeł lotem.

Wielkim kołują w przód zawrotem,

nim w kole która stanie. (...)

CHÓR
Kto walczy – ?

PALLAS

Polska z Carem! – –

Powołane są i wysłane
Kery, sine dajmony,
Z przeklętych nor Tartaru –

Harpije, co ssają krew
konających....

Znacie tę Nike Fidiaszową,

jak sandał wiąże szybka,

jak ze zwróconą w górę głową

(tej brak, gdyż dzieło jest fragmentem),

wstrzymana w locie, gibka,

sandał chce splątać rozplątany

a strój jej, taśmą nie wiązany,

z polotnych fałdów tors odkrywa

i pierś na ciele wpółprzegiętem.

Otóż to ona się odzywa

(...)

NIKE Z NAPOLEONIDÓW

Pod Moskwę, na gniazdo Carów,

wiodłam Cezara Franków

W orłowej leciałam chmurze,

nad lasem sztandarów,

w górze! w górze!

Szczęście unosiło skrzydła:

Rycerzy wiodłam kochanków...

PALLAS
odzyszczesz rycerzy kochanków:

leć...


NIKE Z NAPOLEONIDÓW
nad duszami zaciążę.

Zwycięzców ramiony uniosę na bój. 

PALLAS

Leć!

NIKE Z NAPOLEONIDÓW

Sandały zwiążę;

biegłam z olimpu chyża,

na twoje zaklęcia zlękła;

o olimpijskie dźwirza

uwadziłam: – ażem uklękła – (...)

Kto będzie im wrogiem?

 

PALLAS

Książę.

NIKE Z NAPOLEONIDÓW

oni jego pochwycą?!

 

PALLAS

Zdradą!! (...)

oni tam wlecą gromadą

i pochwycą Książęcia w półśnie.

Pójdziesz za nimi!

NIKE Z NAPOLEONIDÓW

nie!! – –

niech walczą twarzą w twarz,

niech pierś o pierś ubroczą,

niech działa na się zatoczą,

tej nocy walce wydolę,

niech wyjdą w pole!

Uderzą miecz o miecz!

 

PALLAS

Przeznaczeniu ty niepołuszna;

Rzecz ma się dopełnić już.

 

NIKE Z NAPOLEONIDÓW

Ty wielka, a ty małoduszna!

niechaj podejmą oręże

i idą walczyć, jak Bogi!

olimpu zeszłam progi!(...)

 

NIKE SPOD TERMOPIL

Byłam pod Termopilami:

krocie bohaterów we krwi

zdradzieckimi zabiłam mieczami,

zdrada nie plami!!!

gdy legną pobici zdradą,

te ręce wawrzyn pokładą. (...)

Do czynu, siostry, do czynu!

Jeśli podstęp przyspieszy wawrzynu

podstępem! – (...)

 

NIKE SPOD SALAMINY

Jak sięgniem po wawrzyny – ?

CHÓR

Przez krew!!

PALLAS

W krwi nie masz winy!

 

NIKE SPOD SALAMINY

Kto ludy powiedzie?!

 

CHÓR

gniew.

 

[Noc Listopadowa, 1904 Scena I, 30 – 209 / 1974]

  

Chcę 

sł. Stanisław Wyspiański / muz. Zygmunt Konieczny

Gdy przyjdzie mi ten świat porzucić, 

na jakąż nutę będę nucić 

melodię zgonu mą wyprawną? 

Rzuciłem przecież go już dawno. 

 

Już dawno się przestałem smucić 

o rzeczy miłe mnie stracone. 

Miałyżby smutki jeszcze wrócić, 

kraść, co już dawno ukradzione. 

 

Przecież już dawno się wyzbyłem 

marzeń o utraconym raju. 

Żyję, by zwało się, że żyłem... 

nad jakąś rzeką, w jakimś kraju....

[Gdy przyjdzie mi ten świat porzucić..., 1903; fragm. wiersza] 

 

KONRAD 

Chcę, żeby w letni dzień,  

w upalny letni dzień 

przede mną zżęto żytni łan, 

dzwoniących sierpów słyszeć szmer 

i świerszczów szept, i szum, 

i żeby w oczach mych 

koszono kąkol w snopie zbóż. 

Chcę widzieć, słyszeć w skwarny dzień 

czas kośby dobrych ziół i złych 

i jak od płowych zżętych pól 

ptactwo się podnosi na żer. 

 

(...) 

 

Chcę patrzeć, słyszeć, jaki gwar 

zielonych złotych much; 

chcę widzieć, słyszeć, tężyć słuch, 

jak z kwiatów spada kwietny puch, 

jak lęk i groza kosi łan, 

wśród ciszy pól i gór, 

w słonecznym blasku złotych chmur, 

na chleb na przyszły rok. 

Chcę patrzeć, patrzeć, tężyć wzrok... 

(...) 

Chcę pójść w zaciszny, gęsty bór 

za skłony sinych gór 

i patrzeć po konarach drzew: 

od których, z jakich stron 

słonecznych żarów wionie wiew, 

jak krąży w drzewach żywny sok... 

[Wyzwolenie, 1903; Akt II, 1295-1326] 

 

Niech mi nad grobem nikt nie płacze

muz. Zygmunt Konieczny, sł. Stanisław Wyspiański


[po trudach, troskach, znoju,

gdy iść masz w ciemną dal, przez czarnych łoże fal 
posłuchaj gędźnych lir] 
 
Niech nikt nad grobem mi nie płacze, 

Krom jednej mojej żony 


[na drogę, na wyprawę, gdyś szedł na wieczny mir,

niezbytą ścigać Sławę. 
posłuchaj gędźnych lir] 

Na nic mi wasze łzy sobacze  

i żal ten wasz zmyślony.  
 
[gdy iść masz w ciemną dal 
pojman na wieczny mir 
przez czarnych łoże fal  
posłuchaj gędźnych lir] 

Niech dzwon nad trumną mi nie kracze, 

ni śpiewy wrzeszczą czyje; 

[pogrzebowych jęków dzwon? (...) 
toć on nam tętni dziś,

jak grzebiemy, kto nam drogi; 
zwołuje nas, każąc iść (...)] 

Niech deszcz na pogrzeb mój zapłacze 

i wicher niech zawyje. 

[zaśpiewałeś kruczy ton;

tobież tylko dzwoni w głuszy 
pogrzebowych jęków dzwon? (...) 

pogrzebowych jęków dzwon? (...) 
a toć on nam tętni dziś, jak grzebiemy,  
kto nam drogi; zwołuje nas, każąc iść (...)] 

 

Niech kto chce grudę ziemi ciśnie, 

aż kopiec mnie przywali. 
 
[po trudach, troskach, znoju,
gdy iść masz w ciemną dal,

przez czarnych łoże fal, 
posłuchaj gędźnych lir] 

 

Nad kurhan słońce niechaj błyśnie 

i zeschłą glinę pali.  
 
[posłuchaj gędźnych lir  
jak śpiewny wodzą żal 
na drogę, na wyprawę,

przez czarnych łoże fal 


na drogę, na wyprawę,

gdyś szedł na wieczny mir,

niezbytą ścigać Sławę 
posłuchaj gędźnych lir] 

 

A kiedyś może, kiedyś jeszcze 

gdy mi się sprzykrzy leżeć, 

rozburzę dom ten, gdzie się mieszczę, 

I w słońce pocznę bieżeć. 

Gdy mnie ujrzycie, takim lotem, 

że postać mam już jasną, 

to zawołajcie mnie z powrotem 

tą mową moją własną. 

Bym ją posłyszał, tam do góry, 

gdy gwiazdą będę mijał — 
 
[Bądź pochwalon chwalbą pieśni,

bądź pochwalon w grobie burz 
Duch się twój niechaj cieleśni  
Ponad groby żywot twórz (...)] 

Podejmę może po raz wtóry 

ten trud, co mnie zabijał.  

Ta nasza młodość
 muz. Zygmunt Konieczny /  sł. Tadeusz Śliwiak


Solo: 

Ta nasza młodość z kości i krwi 
Ta nasza młodość co z czasu kpi 
Co nie ustoi w miejscu zbyt długo 
Ona co pierwszą jest potem drugą 
Ta nasza młodość ten szczęsny czas 
Ta para skrzydeł zwiniętych w nas 

 

Chór: 

Ona jest wśród kamieni 
Rwącym światłem strumyka 
Wiewiórkami po drzewach 
Po gałęziach pomyka 

Ona iskrą w kamieniu 
Ona mlekiem w orzeszku 
Ona świata ciekawa 
Jak miedziany grosik w mieszku 

Ona kwiatem we włosach 
Octem w jabłkach jest pierwszych 
Gorzką pianą na piwie 
W świata gwarnej oberży 

Buntem jest niespełnionym 
Co na serce umiera 
Ona tylko to daje 
Co innemu zabiera 

 

 

Kołysanka dla Jaszy,
muz. Zygmunt Konieczny / sł. Agnieszka Osiecka

 

Kto zawiesił te księżyce nad łóżkami – mądrą głowę miał. 

Chciał, by ludzie w cichym blasku słodko spali, 

nie wpadali, mój kochany, w szał. 

 

Księżycowy wstaje wcześniej od piekarza i wędruje w dal; 

zaśnij wreszcie, zaśnij wreszcie – tak powtarza – 

śpijcie ludzie, bo mi was tak żal. 

 

Uplotę ci złoty kołacz z moich świetlistych promieni – 

już ty się człowieku nie kołacz, niech ci się na dobre odmieni; 

a z mego żaru srebrnego utoczę ci miodu ciut, 

niech ci się w sercu zapieni srebrny miód. 

 

Kto przesłonił złoty księżyc obłokami – mądrą głowę miał; 

chciał, by żony całowały się z mężami, 

nie wpadały, mój kochany, w szał. 

 

Księżycowy wstaje wcześniej, niż stójkowy i przemierza świat; 

dobrym ludziom serca błyszczą jak podkowy, 

a złym ludziom czarno kwitnie biały sad. 

 

Uplotę ci złoty kołacz z moich świetlistych promieni – 

już ty się człowieku nie kołacz, niech ci się na dobre odmieni; 

a z mego żaru srebrnego utoczę ci miodu ciut, 

niech ci się w sercu zapieni srebrny miód. 

© Rozstaje: u Zbiegu Kultur i Tradycji. Stowarzyszenie | 2020