Zachwyty i oczarowania na inaugurację. Od Ukrainy po Zimbabwe



EtnoKraków/Rozstaje, niedziela, 3 lipca 2022 relacja Tomasza Janasa wraz z pełną fotorelacją Marcina Bałabana dostępna na stronie etnokrakow.pl

Na sam początek absolutna legenda muzyki ukraińskiej na radiowym dziedzińcu, a niedługo potem porywający goście z innych kontynentów przeplatani występami świetnych polskich wykonawców. W niedzielę z artystycznym wielkim hukiem rozpoczęła się tegoroczna edycja festiwalu EtnoKraków/Rozstaje.


Koncertowy początek tegorocznej imprezy był wielce symboliczny i – powiedzieć można, że w pewnym sensie nie mógł być inny. Oto bowiem w niedzielne popołudnie na dziedzińcu Radia Kraków zaprezentowała się grupa będąca bezdyskusyjną legendą ukraińskiej sceny muzycznej, zwłaszcza tej odwołującej sie do ludowych tradycji – czyli słynna formacja Drewo.


Powrót

To zespół, który powstał ponad cztery dekady temu, co w – powiedzmy – politycznej mikroskali historii Ukrainy oznacza kilka epok wstecz. Wiele lat przed upadkiem Związku Sowieckiego w kręgu ukraińskich etnomuzykologów pojawiła się idea powrotu do tego, co najprostsze i – bu tak powiedzieć – najprawdziwsze, to znaczy: nie znaczone współczesnymi pomysłami interpretacyjnymi aranżacyjnymi etc., krótko mówiąc chodziło o powrót do tradycyjnej kultury śpiewaczej. Tak, w oparciu o staranne badania i studia, powstał zespół Drewo i uformowany został jego repertuar.

Dziś, ponad cztery dekady później, zespół pozostaje wierny raz obranej estetyce, wykonując większość utworów w formie a capella. Tak, jak dekady temu, tak jak na wydawanych na przełomie tysiącleci w naszym kraju wspaniałych płytach i kasetach, tak i teraz Drewo proponuje twórczość wręcz wstrząsającą w swej prostocie i oczywistości, a zrazem sile artystycznego przekazu. Tyle, że dziś skład zespołu to już tylko pięć osób – w najlepszych latach było dwa razy tyle. Ale cóż, rozmaite okoliczności, łącznie z tymi wojennymi nie wszystkim artystom pozwoliły być w tym czasie w Polsce razem z zespołem.


Zapowiedź

Poza przejmującym śpiewem a capella usłyszeliśmy też porywające partie na skrzypcach solo, grane prze Serhija Ochrimczuka. W najbliższą sobotę artysta w Fortach Kleparz zeprezentuje też swój własny zespół. W niedzielę, w solowych prezentacjach, był swego rodzaju fenomenalnym przerywnikiem między wokalnymi występami zespołu. A kwintet występował w poszczególnych utworach w różnych personalnych konfiguracjach budząc niekłamany entuzjazm publiczności zgromadzonej na radiowym dziedzińcu. To była piękna koncertowa inauguracja tegorocznego festiwalu zwiastująca ważne spotkania z muzyką naszych wschodnich sąsiadów – przyjaciół (zarówno artystów z Ukrainy, jak i niezależnych twórców z Białorusi), ale zapowiadająca też festiwal pełen wzruszeń, wielkich wrażeń i twórczości na znakomitym poziomie artystycznym.


Miejsca i wydarzenia

Dla formalności dodajmy, że jeszcze przed pierwszymi dźwiękami ze sceny koncertowej, rozpoczęły się w klubie Strefa warsztaty tańców regionu krakowskiego, prowadzone przez wybitnych specjalistów w dziedzinie tańca tradycyjnego: Bogumiłę i Piotra Zgorzelskich. Druga część przygotowanych przez nich zajęć odbędzie się w Strefie w poniedziałkowe popołudnie od godz. 17.

Tymczasem po występie Drewa na niedzielne popołudnie i wieczór wielbiciele muzyki inspirowanej tradycją przenieśli się do Fortów Kleparz. Tam niejako na zmianę słuchaliśmy ważnych artystów z kręgu polskiej muzyki folkowej / interpretującej tradycję oraz znakomitych twórców ze świata.


Krakowiaki różnorodne

Na początek tej części niedzielnych prezentacji usłyszeliśmy koncertową wersję opublikowanego w ubiegłym roku na płycie projektu „Krakowiaki”. Wystąpiła Kapela Brodów, czyli świetnie znany i ceniony skrzypek Witold Broda ze swym autorskim zespołem. Jego skład to swoisty „dream team”, utworzony przez instrumentalistów znanych m.in. z takich zespołów jak Lautari, Sutari, Open Folk i wielu, wielu innych. Smaku całości dodawał fakt, że była to pierwsza sceniczna prezentacja materiału po wydaniu płyty i koncertowy debiut tak sformowanego zespołu. Całość prezentuje się więcej niż obiecująco, artyści prezentując jak wieloznaczne jest znaczenie – i brzmienie – krakowiaków, zapraszali zarówno do tańca, jak i do zasłuchania w liryczny śpiew oraz finezyjną werystę instrumentalną.


Zachwyt uniwersalny

Kolejnymi wykonawcami, którzy pojawili się na festiwalowej scenie w Fortach Kleparz byli członkowie formacji Ghatam Udupa Collective, czyli Giridhar Ghatam Udupa – rewelacyjnie grający na tradycyjnym glinianym instrumencie ghatam, Michał „Miguel” Czachowski, fenomenalny gitarzysta (nie tylko) flamenco i Greg Ellis (darbuka, bęben obręczowy). Doprawdy, wystarczyło trzech artystów, by stworzyć muzykę, która brzmiała jak pełna, spójna propozycja, w której niczego nie trzeba dodawać. Nie dość, że każdy z nich jest wybitnym instrumentalistą, cenionym za swe umiejętności na międzynarodowych scenach, w dodatku współpracują ze sobą od wielu lat, dlatego porozumienie między nimi było natychmiast wyczuwalne. Słuchaliśmy muzyki, która swe źródła ma w hinduskiej tradycji karnatyckiej, a zarazem jest uniwersalna i zachwyca pod każdą szerokością geograficzną.


W stronę Galicji

Jeszcze jeden zwrot stylistyczny dokonał się, gdy na estradzie powitaliśmy Orkiestrę Galicja. To świeży projekt cenionej na folkowej scenie Kapeli Niwińskich, której członkowie postanowili w swoim graniu przywołać, zgodnie z nazwą, ducha dawnej Galicji. W jej graniu słychać więc muzykę Pogórza i ukraińskiego Podkarpacia, echa tradycji Bojków, Łemków, Hucułów, ale też Żydów i Węgrów. Wszystko to połączone w bezpretensjonalnym, rozkołysanym, tanecznym wirze, a zarazem wykonane z zachwycającą precyzją. Brzmiała muzyka pełna entuzjazmu, porywająca, angażująca publiczność do wspólnej zabawy.

Taniec międzynarodowy

Zgodnie z zasygnalizowaną wcześniej zasadą radykalnych zmian (które jednocześnie ukazywały zaskakującą ciągłość, wspólnotę poszukiwań w tradycji, dokonywanych przez artystów z różnych krańców świata) przed publicznością pojawiła się energetyczna grupa Mokoomba z Zimbabwe, prowadzona przez charyzmatycznego wokalistę Mathiasa Muzazę. Artyści grali już na Rozstajach przed sześcioma laty. Wtedy na placu Wolnica zrobili furorę wśród publiczności, a jednak można mieć wrażenie, że dopiero teraz zespół dojrzał, że jego muzyka stała się jeszcze bardziej ekscytująca. Mocną stroną artystów jest nie tylko znakomita forma instrumentalna, nie tylko wspaniałe śpiewanie na sześć głosów (także a capella), ale i świadome bycie na estradzie – ruch sceniczny, przemyślany ubiór. Nade wszystko jest to jednak porywające granie, odwołujące się do wszystkiego co najlepsze w tradycji elektrycznej muzyki afrykańskiej, fantastyczne łączenie własnej tradycji Tonga z muzyką soukous – nazywaną afrykańską rumbą – i innymi nurtami. Wszystko to powodowało, że słuchało się zespołu znakomicie.

Ten pierwszy, niezwykle dynamiczny pierwszy dzień festiwalu, zapowiadający wielkie emocje także w ciągu całego najbliższego tygodnia, zakończyła – tradycyjna podczas Rozstajów – noc tańca. Dla festiwalowej publiczności zagrali tego wieczora, tej nocy raz jeszcze Witold Broda z zespołem, Kapela Niwińskich z gośćmi i Małe Piwko. Zaprezentował się także krakowski Teatr Złoty Róg.


[ Tomasz Janas ]

0 komentarzy