Cztery dni jak cztery strony świata.


[fot. Marcin Bałaban]


Cztery dni warsztatów, spotkań, ale i koncertów – w scenerii klubowej, która dla organizatorów festiwalu (i publiczności) jest niemniej ważna niż sceny plenerowe.


Minione cztery dni wolno uznać za szalenie ważne, choć na pozór mało zauważalne, punkty programu tegorocznego festiwalu EtnoKraków/Rozstaje. Co prawda wszelkie wydarzenia w tym czasie odbywały się w przestrzeniach klubowych (lub na Plantach) i w sensie chronologicznym niejako „pomiędzy” tymi bardziej spektakularnymi zaplanowanymi w plenerach Fortów Kleparz czy na dziedzińcu Radia Kraków, jednak ta właśnie kameralna, klubowe atmosfera jest jedną z kwintesencji, jednym z kluczowych elementów dla trwania – i dla idei istnienia – festiwalu EtnoKraków/Rozstaje.

To, co naturalne

To tutaj bowiem, w tej bliskości i kameralnych okolicznościach, bezpośrednio, twarzą w twarz mogą spotkać się ludzie prawdziwie zafascynowani kulturą tradycyjną i jej współczesnym wymiarem – interpretacjami, odwołaniami, kontynuacjami dawnych (zresztą przecież nie tylko ludowych) wzorców. To w takiej formie naturalnego spotkania najbardziej wyraziście można zobaczyć i niemal dotknąć, sprawdzić jak rodzi się muzyka, nauczyć się kroków tanecznych, słów pieśni, uczynić pierwsze (albo kolejne) kroki na drodze do zrozumienia twórczości wywodzącej się z tradycji.

Kroki

W poniedziałkowe popołudnie w klubie Strefa odbyła się druga część (zainaugurowanych dzień wcześniej) warsztatów prowadzonych przez Piotra Zgorzelskiego, podczas których można było poznać tańce regionu krakowskiego. Ich uczestnicy, słuchali teoretycznych wyjaśnień i podpowiedzi dotyczących reguł i zasad panujących w kręgu ludowego tańca, a potem połączeni w pary – w rytm ludowej muzyki – krok za krokiem, coraz pewniej i odważniej praktykowali taneczne ruchy. Nauka była całkiem serio, choć nie zabrakło i uśmiechu, i zabawy – bo temu też przecież takie spotkania służą.

Ghatam

Na kolejnych kilkadziesiąt minut uczestnicy warsztatów udali się w długa i pasjonującą „podróż na wschód”, bo też doskonały muzyk Giridhar Udupa poprowadził warsztaty dotyczące rytmów południowych Indii. Mistrz gry na ghatam – glinianym instrumencie typowym dla klasycznej muzyki Indii, wybitny przedstawiciel kultury karnatyckiej zgromadził wokół siebie grupę pasjonatów, którym przedstawił najpierw teoretyczne czy nawet filozoficzne podwaliny i zasady funkcjonowania tej tradycji, a potem wprowadzał w świat, tak egzotycznych dla wielu, brzmień i rytmów typowych dla jego kultury.

Pieśni greckie

Wtorek był kolejnym dniem, podczas którego w klubie Strefa dominowały działania warsztatowe, skupiające grono uczestników najbardziej zainteresowanych tym, by nie tylko kontemplować muzykę, ale także by zdobyć praktyczne umiejętności. I znów zdarzyli się kompetentni prowadzący, gotowi przekazać wiele tajników miłośnikom muzyki tradycyjnej. Popołudnie i wieczór rozpoczęły Paula i Sabina Krauze prowadzące warsztaty pieśni greckich. Po nich do akcji wkroczył ponownie Giridhar Udupa kontynuując warsztaty dotyczące rytmów południowych Indii.

Wokół Altany

Warsztaty muzyczne dla wszystkich, a więc zarówno dla dzieci, jak i dorosłych poprowadziła w Altanie na Plantach w środowe popołudnie ukraińska artystka Oksana But. Dominowała (co chyba oczywiste) najmłodsza publiczność, która z entuzjazmem włączała się w proponowane zabawy i śpiewy. Kolejnym wydarzeniem, które rozpoczęło się w tym samym miejscu był Spacer śpiewaczy pod hasłem „Pieśni jagodne”, przygotowany i prowadzony przez Katarzynę Chodoń. Tym razem wokół prowadzącej zgromadziła spora grupa dorosłych uczestników. Były ćwiczenia przygotowawcze i odrobina teorii, a potem już wspólne praktykowanie śpiewu i ruchu.

Rytmy południa Europy

Wieczorem przed zgromadzoną w klubie Strefa publicznością, spragnioną grania na żywo, zaprezentowała się krakowska, choć w gruncie rzeczy w międzynarodowym składzie, grupa Baykuri, proponująca twórczość odwołującą się do wielu odcieni muzyki z południa Europy. Brzmiały m.in. tematy greckie, albańskie, serbskie, ale także muzyka Romów. I oto objaw wielkiej siły muzyki świata, gdyż wspomniane rytmy proponowała grupa, której skład tworzą artyści z Polski i Brazylii. Ale jeśli dodamy, że część składu tworzą Paula i Sabina Krauze, które dzień wcześniej fachowo wprowadzały w świat pieśni greckich, jasne stanie się, że całość musiała brzmieć przekonująco. Na koniec był zbiorowy taniec i euforia publiczności.

Powiew Azji

Czwartek był wreszcie tym dniem, podczas którego – ku radości słuchaczy – zabrzmiało więcej muzyki koncertowej, zagranej na znakomitym poziomie artystycznym. Popołudnie rozpoczęła ponownie Oksana But, wieńcząca w Altanie na Plantach swoje ponadpokoleniowe warsztaty.

Potem brzmiała już muzyka koncertowa. Na pierwszy ogień pojawiła się świetna koreańska artystka Min Jin Seo we wspólnej propozycji ze znakomitymi polskimi muzykami kręgu muzyki improwizowanej, w składzie m.in. ze znakomitym pianistą Pawłem Kaczmarczykiem oraz gitarzystą Rafałem Sarneckim. Znakomite wrażenie robiły też partie solowe (oraz duety z wokalistką), które grał Kacper Smoliński na harmonijce ustnej. Gdyby ktoś uważał, że muzycy z kręgu szeroko pojętej sceny jazzowej posiadają niewątpliwe kompetencje techniczne do wykonywania tego typu muzyki na skrzyżowaniu kultur, ale często brakuje im ducha, prawdziwie emocjonalnego zaangażowania w tego typu „projekt”, ten powinien posłuchać wspominanego tu koncertu. Oczywiście, tradycja koreańska była tu (zaledwie?) jednym z kilku kontekstów, dominowało granie i śpiewanie jazzowe, ale na jakże znakomitym poziomie!

Z dwóch stron Bałtyku

Kolejnym punktem dnia było jedno z najciekawiej zapowiadających się wydarzeń festiwalu: członkinie świetnie znanego polskiego zespołu Sutari (które zresztą w tym samym miejscu występowały już przed pięcioma laty podczas krakowskiego festiwalu) tym razem przedstawiły swój ekscytujący najnowszy projekt muzyczny przygotowany wspólnie ze szwedzką grupą Fränder. Sutari to wyrafinowana propozycja muzyczna. Grupę tworzą artystki, które wypracowały własny, wyrazisty styl, a jednocześnie lubią i potrafią krzyżować swe pomysły z twórczości innych wykonawców, odwołujących się do odmiennych estetyk. W tym nowym kontekście muzyka Sutari nabrała świeżych barw, stałą się bogatsza formalnie i brzmieniowo, zyskując ciekawe, skandynawskie impulsy. Trzeba mieć nadzieję, że ta współpraca grup z dwóch stron Bałtyku będzie kontynuowana.

Folk jutra?

Na koniec długiego dnia artyści i publiczność przenieśli się na Kazimierz do równie kultowego, co Strefa, klubu Alchemia. Tam najpierw zaprezentowała się w koncertowej formule formacja Chvost. To etniczno-elektroniczny duet, który tworzą znana i ceniona wokalistka Paulina Bisztyga oraz obsługujący elektroniczne instrumentarium Minoo. W ich wykonaniu słuchaliśmy „folku jutra” – muzyki, która bezdyskusyjnie swe źródła znajduje w inspiracji twórczością artystów ludowych, zarazem jednak umie przemawiając językiem współczesnych trenów i brzmień. Publiczność bawiła się świetnie, a elektroniczne bity intrygująco dopełniały tradycyjne pieśni.

Później, w porze prawdziwie nocnej, rozpoczęła się już zabawa w rytmie etnoelektro. Przed festiwalową, teraz juz roztańczoną, publicznością zaprezentowali się Eta Hox, Daniel Drumz oraz Mentalcut.

[ Tomasz Janas ]


0 komentarzy